Różne oblicza opiekuna SU

Wieszcz - wszystko wie z góry, jakby czytał w gwiazdach. Wie, jak będzie wyglądał plan pracy samorządu, jeszcze nim członkowie zdążą zgłosić pierwsze propozycje. I wie, że ich pomysły nie będą mogły być zrealizowane, bo … NIE! Jeśli dzieciaki się przy czymś uprą, szybko okazuje się, że gwiazdy miały rację - oczywiście nie wyszło. Zawsze wie kto, co i jak powinien zrobić. Najgorsze jest to, że najczęściej wie lepiej niż wyborcy, kto będzie członkiem prezydium. I to się niestety, ku zdumieniu wyborców i tych wybranych, po pewnym czasie sprawdza…

Mistrz - nie ma zbyt wiele czasu dla podopiecznych, bo absorbują go sprawy wielkie i niezwykłej wagi. Dostęp do niego miewają wybrani. Wysłuchuje, udziela niebywale głębokich i cennych rad, dzięki którym dzieciaki wychodzą głupsze niż weszły. Często można by je było streścić w zdaniu: “musicie jeszcze nad sobą długo pracować”.

Wizjoner - pojawia się w życiu uczniów jak promień słońca - równy gość, prawdziwy przyjaciel, który ma setki wspaniałych pomysłów, zapał do ich realizacji i czas - nareszcie ktoś ma dla nich nieograniczoną ilość czasu! Porywa ich swoimi wizjami i zapałem. Jeszcze nigdy samorząd nie miał tylu aktywnych działaczy, tyle entuzjazmu, tylu planów. Dzieciaki są wniebowzięte, szkoła zaczyna żyć jakby innym rytmem. Opiekun nie pojawia się na jednym spotkaniu, którego termin sam wyznaczył i naciskał, żeby odbyło się szybko. Na kolejnym okazuje się, że nie dowiedział się tego, czego miał się dowiedzieć, czego innego nie zrobił, o czymś tam zapomniał. Na następnym znowu go nie ma. Tydzień później dzieciaki już wiedzą z zewnętrznych źródeł, że ich opiekun znowu ma jakąś wizję i cały swój czas poświęca teraz jej. Samorządu już w tym roku nie będzie.

Pracuś - jest strasznie zapracowany i niezadowolony, bo wszystko musi sam: wymyślić, zaplanować, wykonać. Dzieciaki są kompletnie zdezorientowane, bo on ma do nich pretensje o bezczynność, a one kompletnie nie wiedzą, jak mogłyby mu ulżyć w trudzie, bo nie wiedzą co ani jak mogłyby zrobić. Zresztą, kiedy tylko próbują, praca jest im wyrywana z rąk: to trzeba zrobić zupełnie inaczej. Jak? Patrz, jak ja to robię, to może się nauczysz. Albo nie, zrobię to w domu. Widzicie, znowu muszę poświęcać życie rodzinne, żeby wszystko robić za was.

Rebeliant - kieruje samorządem uczniowskim jak podziemną organizacją. Dyrektor jest zimnym, podstępnym satrapą, który nie cierpi uczniów i kieruje się tylko sobie znanymi celami, a opiekuna po prostu nienawidzi. Nauczyciele (oprócz paru przyjaznych) to dranie, którzy tylko czekają, żeby dokopać uczniom. Będziemy się usilnie starali coś zrobić jako samorząd, ale to nam się nie uda, bo nasi wrogowie są czujni. Musimy walczyć. Niestety, dzieciaki wiedzą tyle, ile on im powie, więc dają się w to wkręcać. I niestety, dostają za to solidnie w skórę.

Duch - jest “a jakoby go nigdy nie było”. Gdzieś tam się snuje po obrzeżach zdarzeń, koncentrując się na “pozostawianiu uczniom wolnej ręki”. W rezultacie uczniowie mają obie ręce wolne, bo kompletnie nie wiedzą, w co je włożyć. Najczęściej jest to osoba sympatyczna, która absolutnie nic nie umie i ma nadzieję, że uczniowie pokażą, co potrafią, dzięki czemu praca jakoś sama się wykona i do opiekuna nikt się nie przyczepi.

Ofiara - on tej funkcji nie chciał. Ale mu wlepili. Bardzo mu przykro, ale z przyczyn od niego niezależnych (głównie z powodu nadmiaru pracy, dodatkowych obowiązków, które wszyscy na niego bez opamiętania nakładają, ciężkiej sytuacji rodzinnej i fatalnej sytuacji finansowej) nie będzie mógł samorządowi poświęcić zbyt wiele czasu (w tym wypadku to nie oznacza: więcej niż potrzeba, tylko: w ogóle). I to by było prawie uczciwe postawienie sprawy, gdyby nie to, że za tego typu stwierdzeniem najczęściej kryje się pewna pułapka: on im wcale nie mówi, że mają wolną rękę w działaniu. Jest ogromne prawdopodobieństwo, że jeżeli, wbrew normie, coś uda im się rozkręcić, to on stanie na głowie, żeby nie mogli nic zrobić - bo kto nic nie robi - nie popełnia błędów. A jeśli oni coś zmalują, to kto będzie winny, no kto? Oczywiście, to wiadomo, bo zawsze wszystko jest na niego, bez względu na to, jak bardzo by się starał i jak ogromnie by się poświęcał. Nawet kiedy nic nie robi, to też jest na niego...

Terapeuta - to się niestety najczęściej przydarza nauczycielom przyzwoicie wyszkolonym... w dziedzinach słabo związanych z problematyką obywatelską: specjalistom od profilaktyki uzależnień, czasem psychologom. Z pełną fachowością pomagają prezydium w prawidłowym uformowaniu się w grupę i... zagłębiają się w nią bez reszty. Na początku robi się z tego grupa wsparcia, potem przekształca się w terapeutyczną. Z czasem okazuje się, że dzieciaki potrzebują coraz więcej terapii indywidualnej. To nie jest żadne dziwowisko: wiek gimnazjalny to taki właśnie okres, że każdemu dziecku bardzo przydała by się taka pomoc. Wyczulony na takie sygnały nauczyciel bierze się za robienie tego, na czym się zna. Ale ta grupa nie będzie już w stanie wypełniać zadań prezydium samorządu.

Autorką materiału jest Lucyna Bojarska